Komu bije dzwon, czyli o wolności akustycznej

Komu bije dzwon, czyli o wolności akustycznej

Dzwony od wieków były jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków polskich miast. Krakowski Dzwon Zygmunta i toruńska Tuba Dei to nie tylko zabytki, ale instrumenty, które przez stulecia witały królów, papieży, obwieszczały ważne wydarzenia, towarzyszyły chwilom triumfu i żałoby. Gdy rozbrzmiewały, miasto wiedziało, że dzieje się coś, co dotyczy wszystkich. Dzwony były głosem wspólnoty, jej pamięcią i jej rytmem.

Dziś ten głos coraz częściej musi się tłumaczyć.

W Laboratorium Wolności Religijnej widzimy, jak krucha potrafi być wolność religijna, gdy zderza się z administracyjną codziennością. Parafie w różnych częściach kraju muszą wyjaśniać, dlaczego dzwony biją tak, jak biją — choć robią to od dziesięcioleci, zawsze w tych samych porach, zawsze przez kilkadziesiąt sekund. Schemat jest podobny: pojedyncza skarga, pomiar decybeli, wezwania, kolejne pisma. W pewnym momencie pojawia się sugestia, że może warto „dostosować natężenie dźwięku” albo „rozważyć ograniczenie praktyki”. Formalnie nikt nie zakazuje. Praktycznie — próbuje się uciszyć.

To jest nowa forma nacisku. Nie jest to frontalny zakaz, bo ten byłby oczywistym naruszeniem wolności religijnej. Zamiast tego — administracyjne uciążliwości. Procedury, które mają doprowadzić do skutku „zakazu”, ale bez ryzyka prawnego związanego z wprowadzeniem zakazów.

A przecież dzwony nie są hałasem. Hałasem są nocne imprezy na starówkach, samochody z basem dudniącym na pół osiedla, alarmy wyjące po kilkanaście minut, megafony na manifestacjach politycznych. Dzwony biją krótko, regularnie, przewidywalnie. Paradoks polega na tym, że gdy w kościele bije dzwon na Anioł Pański, natychmiast pojawia się pytanie o „uciążliwość”. Ale gdy miasto organizuje głośne imprezy sylwestrowe, nikt nie mierzy decybeli z taką gorliwością. A przecież to właśnie wtedy hałas jest naprawdę szkodliwy — dla zabytków, dla ludzi, dla przechodniów. W wielu miastach centrum staje się niedostępne, a dojście do kościoła bywa fizycznie niemożliwe.

Od dwóch lat w czasie miejskiej imprezy sylwestrowej zawieszono w Toruniu Mszę świętą u jezuitów. Nie dlatego, że wierni jej nie potrzebują, ale dlatego, że nie da się wejść do świątyni, a poziom hałasu uniemożliwia godne sprawowanie Eucharystii. To nie jest „symboliczna niedogodność”, lecz realne uniemożliwienie praktyk religijnych.

Jednocześnie w wielu miejscach pojawia się inny problem: głośna muzyka puszczana w supermarketach, galeriach handlowych czy na miejskich wydarzeniach. Dźwięk o natężeniu, które utrudnia rozmowę, nie budzi jednak takiej administracyjnej czujności jak dzwon bijący przez kilkadziesiąt sekund. Nikt nie wszczyna postępowań, nikt nie sugeruje „dostosowania praktyki”, nikt nie mówi o „uciążliwości”.

Warto też przypomnieć, że są miasta, które potrafiły szanować rytm religijny. Przez lata Toruń był przykładem miejsca, gdzie nie organizowano głośnych wydarzeń w czasie nabożeństw, a przestrzeń publiczna była planowana tak, by nie kolidować z życiem parafii. To pokazuje, że można — jeśli tylko istnieje dobra wola i zrozumienie, że tradycja nie jest przeszkodą, lecz częścią miejskiej tożsamości.

Dlatego trudno uwierzyć, że chodzi o akustykę. Coraz bardziej widać, że chodzi o symbol.

Dzwon nie tylko brzmi. Dzwon coś oznacza. W tradycji katolickiej przypomina, że Kościół nie jest „samo‑zwołaniem”, jak grupa na Facebooku czy kolejna „masa krytyczna”, która chce coś wymóc na władzy. Dzwon zaznacza obecność czegoś, czego nie da się zamknąć w prywatnym mieszkaniu. Przypomina, że wiara nie jest tylko opinią, którą można wyrażać po cichu, żeby nikogo nie drażnić. Jest praktyką, rytmem, wspólnotą, tradycją — i ma prawo być słyszalna.

Dlatego sprawy dotyczące dzwonów nie są lokalnymi incydentami. Są testem. Czy wolność religijna w Polsce jest realna, czy tylko deklaratywna? Czy tradycja może istnieć w przestrzeni publicznej, czy ma być tolerowana tylko wtedy, gdy jest niesłyszalna? Czy państwo potrafi odróżnić hałas od symbolu?

Dzwon bije na Anioł Pański, na Mszę, na ślub, na pogrzeb. Ale bije też w innym sensie: przypomina, że wolność religijna nie jest abstrakcyjnym hasłem. Jest czymś, co trzeba chronić w praktyce — także wtedy, gdy chodzi o kilkadziesiąt sekund dźwięku, który od wieków współtworzy polski pejzaż kulturowy.

Zespół LWR

Data: 24 sierpnia 2026
Sfinansowano ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest Minister Sprawiedliwości
www.funduszsprawiedliwosci.gov.pl
Fundacja Pro Futuro Theologiae
ul. Gagarina 37/8, 87-100 Toruń
Zapisz się do newslettera
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Fundacja Pro Futuro Theologiae
ul. Gagarina 37/8, 87-100 Toruń
Zapisz się do newslettera
Skip to content