Czy sztuce wszystko wolno? Ostatnie przypadki ataków na religię we współczesnej kulturze

Czy sztuce wszystko wolno? Ostatnie przypadki ataków na religię we współczesnej kulturze

Od jakiegoś już czasu trwa społeczna polemika na temat tego, czy sztuka może posługiwać się środkami, które obrażają osoby wierzące, ich symbole i wartości, czy daje artyście niczym nieograniczoną swobodę wypowiedzi i dlatego w imię tej wolności ma prawo np. do wyśmiewania symboli wyznawców religii, tak je złośliwie przeinaczając, że w odbiorze osób wierzących stają się bluźnierstwem i obraźliwe.

Sztuka i ogólnie kultura od wieków miały za zadanie zachwycać, inspirować, sprawiać, że człowiek po wyjściu z teatru, muzeum czy koncertu doświadczał ubogacenia, a więc rozwinięta została jego natura[1]. Klasyczny koncept kultury, jak wykazywał Piotr Jaroszyński, dotyczył twórczego rozwijania natury człowieka, który jest istotą niedokończoną: w wolny sposób kształtuje siebie, ale nie w opozycji do natury, lecz w zgodzie z naturą (stąd starożytne powiedzenie sztuka naśladuje naturę - nie w znaczeniu niewolniczego mimetyzmu, ale dlatego, że funkcją sztuki jest rozwój natury)[2]. Dla klasycznych twórców kultury wszystko, co wypacza naturę lub ją kwestionuje, stanowi więc w gruncie rzeczy anty-kulturę, bo zamiast rozwijać sprawia, że człowiek podważa sam siebie i ostatecznie na tym traci.

Niestety coraz częściej towarzyszą nam zupełnie inne odczucia. Przykładem może być wystawa w  hiszpańskiej Baionie (region Galicji) z aktami kobiecymi i aluzjami katolickimi, wokół której rozpętała się zażarta dyskusja. Corpos, feminismo e territories (Ciała, feminizm i terytorium) to tytuł wystawy fotograficznej, którą można zobaczyć zaraz po wejściu do tamtejszego Urzędu Miasta. Przedstawia ona 18 kobiecych aktów, w tym dwa z odniesieniami do katolickiej symboliki. Grupa kobiet sportretowana przez fotografa Alexandre’a Folgoso opowiada o „ucisku odczuwanym przez kobiece ciała w każdej dziedzinie życia codziennego”, jak wyjaśniono w filmie opublikowanym na kanale YouTube Rady Miasta Baiona. Modelki pozują do zdjęć bez ubrań, a w niektórych przypadkach z dodatkami takimi jak krzyże malowane na piersiach, kielich mszalny ukrywający genitalia, aureola w formie tamburynu oraz wulgarny napis na klatce piersiowej [3].

Współcześnie wychodzi się z przekonania, że rola sztuki polega na pokazywaniu ludziom tego, czego nie chcą zobaczyć, a więc definiuje się ją przez pryzmat postulatów dekonstrukcjonistycznych, właściwych dla postmodernistycznej wrażliwości[4]. Owo „zakwestionowanie” syntezy czy całości staje się nie tylko środkiem (istnieją przecież „dezintegracje pozytywne”), lecz często celem samym w sobie, co tak wyraźnie można dostrzec w wielu procesach społecznych, których postulaty dotyczą jedynie sprzeciwu, bez oferowania czegokolwiek w zamian. Niemniej idea sztuki nie może być przecież oparta jedynie o demaskowanie, prowokowanie - jej siłą jest podejmowanie problemów moralnych czy dylematów etycznych, ze swej natury ukierunkowanych na rozwój, bo przecież chodzi w nich o dokonanie dobrego wyboru (dobrego w znaczeniu z korzyścią dla całego człowieka). Dlatego właśnie ekspresja artystyczna nie jest wolnością absolutną, lecz służy czemuś więcej – to narzędzie niemogące negować np. godności człowieka, od którego przecież sztuka pochodzi i dla którego funkcjonuje (i jest finansowana ze środków publicznych). Samo bycie artystą nie zwalnia z odpowiedzialności karnej, a czasem niestety wydaje się, że artystom wolno więcej z dość zaskakującej racji… że są po prostu artystami.

Sprowadzanie sztuki do roli doraźnego sprzeciwu wobec tego, czego artysta nie podziela lub nie rozumie, to jednak zubożenie sztuki, która przestaje szukać i udzielać odpowiedzi, stając się demaskatorską nie tylko w formie, ale i w swoich celach. Obrażając uczucia religijne, testując wrażliwość osób wierzących, artyści chcą wypróbować reakcje odbiorców. Często przyznają się po jakimś czasie, że celowo obrażali ludzi wierzących, aby nagrywać ich reakcje. Sztuka, będąc narzędziem poszukiwania prawdy, piękna i dobra, czasami może posługiwać się narzędziami czy sposobami wyrazu, które łamią pewne konwenanse, ale nie godzą w samego człowieka.

Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że bluźniercze prezentacje, takie jak ta z hiszpańskiego miasteczka, są elementem polityzacji sztuki. Świadczy o tym coraz więcej polityczno-społecznych manifestów ludzi teatru, muzyki czy kina, którzy dawniej troszczyli się o swoją neutralność i dbali o to, by ich artystycznych poszukiwań nie stygmatyzowano odniesieniem do postulatów konkretnej partii, a współcześnie stają się jawnym narzędziem w walce ideologicznej. Ta zaangażowana i polityzująca sztuka wiele traci, nie tylko zrażając widzów, o których coraz trudniej, ale też zajmując się banałem, przed czym ostrzegał Zbigniew Herbert w wierszu Dlaczego klasycy. Jakie pozostaje więc rozwiązanie? Warto przywrócić sens takim klasycznym terminom jak „sztuka” czy „kultura”, sztucznie rozszerzanym na wszystko, i na nowo zdefiniować ich zadania, aby obejmowały one nie tyle proste obrażanie drugiego (tak różne od twórczej ironii!), ile szacunek dla człowieka i jego miejsca w świecie, wzmacnianie jego poszukiwań i odsłanianie szerokich perspektyw. Granie na emocjach granicznych, szokowanie – to spirala, która przesuwa granice coraz dalej, ale już nie z określonej motywacji czy w konstruktywnym celu, a dla samego szokowania. Tragicznym pod tym względem przykładem jest spalenie świątyni Artemidy w Efezie dokonane przecież dla rozgłosu i wpisania się do kart historii.

Obrońcy obraźliwych dla osób wierzących sztuk czy przedstawień - pomijając już prostą wrażliwość na odbiorcę i liczenie się z jego światem wartości - najczęściej uzasadniają wolnością słowa swoje rzekome prawo do wykorzystywania wulgarnych środków przekazu. Stajemy wówczas wobec dylematu, który wydaje się pochodzić ze zmiany hierarchii praw. Tymczasem wolność słowa nie jest ważniejsza od wolności religijnej, gdyż ta ostatnia dotyczy całego człowieka w jego ukierunkowaniu na sprawy ostateczne, wyraża tożsamość osoby. W ostatnich czasach absolutyzuje się wolność słowa, uważając ją za najważniejsze prawo.  Ale tego nigdy nie było w historii walki o prawa człowieka, gdyż od samego początku to wolność sprawowania kultu, wyboru religii i swobodnego jej praktykowania była jedną z pierwszych i podstawą wszystkich pozostałych. A zatem wolność religijna i szacunek dla osób wierzących oraz ich symboli to papierek lakmusowy kultury. Być może to oznacza, że trzeba od kultury wymagać więcej ale… może warto? Dla samej kultury i jej odbiorców.

[1] Jak pisał prof. Władysław Tatarkiewicz: „Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć – jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać”. W. Tatarkiewicz, Dzieje sześciu pojęć, wyd. 3, Warszawa 1982, s. 52.

[2] Por. P. Jaroszyński, Kultura. Dramat natury i osoby, Lublin 2020.

[3] Polémica en Baiona por una exposición con desnudos femeninos y alusiones católicas, https://www.farodevigo.es/comarcas/2020/11/08/polemica-baiona-exposicion-desnudos-femeninos-22559975.html [dostęp z: 25.11.2020].

[4] Więcej o wpływie Jacquesa Derridy i jego postulatów na kulturę w numerze tematycznym czasopisma „Czas Kultury” 5/2014 (182).

 

Autor: dr Agnieszka Brzezińska

 

Zapraszamy do komentowania tego wpisu na naszym profilu na Facebooku:

Data: 18 grudnia 2020
Sfinansowano ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest Minister Sprawiedliwości
www.funduszsprawiedliwosci.gov.pl/
Fundacja Pro Futuro Theologiae
ul. Gagarina 37/8, 87-100 Toruń
Zapisz się do newslettera
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Fundacja Pro Futuro Theologiae
ul. Gagarina 37/8, 87-100 Toruń
Zapisz się do newslettera
Skip to content